To była wspaniała, majowa sobota. Przywiozłeś z marketu budowlanego paletę przęseł w cenie tak dobrej, że czułeś się jak rekin biznesu. Poskładałeś je z jubilerską precyzją. Piony i poziomy trzymały się tak idealnie, że sąsiad zzieleniał z zazdrości.
A potem przyszła pierwsza fala lipcowych upałów.
Wychodzisz rano z kawą na taras i uśmiech zamarza Ci na twarzy. Twoje idealnie proste sztachety postanowiły zapisać się na gimnastykę artystyczną. Deski wygięły się w łuki, a główne słupy nośne skręciły się wokół własnej osi z taką siłą, że przypominają śmigła w starym helikopterze. Wygląda to tak, jakby Twój płot zamierzał właśnie odlecieć do ciepłych krajów.